Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marco Rodrigues. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marco Rodrigues. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 maja 2013

Klasyka jednak była i fado jeszcze raz.

Wczoraj napisałem, że klasyki nie było w klubach i to była prawda, ale mój gospodarz hoteliku w którym pomieszkuję mnie zaskoczył. Jak mu powiedziałem, że fajnie, że żywa muzyka to on na to, że Chopin, Vivaldi, Paganini to jest muzyka, a tamto to.... i tego to już nie zrozumiałem. Zaprowadził mnie do kanciapy, gdzie w telewizorze włączone Mezzo i właśnie pianista grał koncert Chopina. To jest fajny, chociaż specyficzny facet, bo wrzeszczy i chyba nie do końca jest zadowolony ze swojego pomocnika, ale muzykę lubi i fotografuje i na mnie też wrzeszczy, żebym przyszedł po wodę na herbatę. I jeszcze dorzucam kilka zdjęć z wczorajszego fado, bo ciągle jestem jeszcze pod wrażeniem pięknego występu. I jeszcze taki przykład jak oni grają niekoniecznie fado:
http://www.youtube.com/watch?v=6A8h29OSPCM






Znalazłem Kwartał Muzyczny

Już dawno po północy, a ja muszę to napisać, bo swoje obowiązki znam. Przyjechałem z powrotem do Lizbony i wyszedłem napić się czegoś, bo suchość itd. I nagle znalazłem się w środku dzielnicy imprezowej, gdzie w każdym prawie miejscu była żywa muzyka. Grali fado, jazz, rock, blues, ballady, samby, prawie wszystko bo klasyki nie. Grali Hoochie Coochie Man i inne radosne kawałki, a ja błąkałem się jak ta zazdrosna sierota pomiędzy chłopakami z gitarami na plecach i całą zgrają innych złaknionych piwa i dobrej zabawy. Spędziłem najwięcej czasu w Adega Machado, gdzie Marco Rodriguez śpiewał i grał na gitarze (to ten w środku), a jeszcze dołączyła jedna kobitka, a później druga i to była uczta. Jutro trochę wcześniej tam lecę.