wtorek, 13 września 2011

Ludzie....

Wilpert Bezkonieczny z Zakrzowa

Jan Kupka z Sukowic



Josef Madloch i sąsiadki na dożynkach w Cisku

Kazimiera Lewicka sołtyska Ciska

Dożynki w Cisku

Joachim Wilk z Landzmierza

Cyklistki z okolic Koźla
nie wiem jak opisać fotografowanie ludzi podczas naszej wędrówki. Otrzymuję od osób, które się zgadzają na zdjęcie, kredyt zaufania i próbuję się z niego wywiązać. Mam nadzieję, że bardzo nie urągają widząc swoje portrety :).

niedziela, 11 września 2011

Dzisiaj o pięknie i o łomocie

Nie wiem, czy mieszkańcy Opolszczyzny wiedzą, jakie mają szczęście, że żyją w czystym krajobrazie. To już trzeci dzień, jak jeździmy różnymi drogami i tutaj nie ma tego  przydrożnego, pseudopromocyjnego bałaganu. Nie ma tej oszalałej pstrokacizny mazowieckiej, tych banerów, reklam producentów wszystkiego. Jest piękny, czysty, rozległy krajobraz. Po prostu cudo. Wsie też wyglądają zupełnie inaczej, spokojniej. Oczywiście, jest sporo takich rozsypujących się poniemieckich i nie tylko, budowli, trochę śmieci, ale ogólnie jest fajnie.








I byłem na dożynkach w Ucieszkowie, gdzie dwóch gości pomalowało sobie twarze na Adamka i Kliczkę i było dużo śmiechu, ale w nocy już tak wesoło nie było. Podobno ten łomot, to dlatego, że Adamek był mniejszy i nie walił tak mocno, ale to chyba było wiadomo przed walką.

sobota, 10 września 2011

Od Henela do Weluru












Na polsko-czeskiej granicy w Branicach jest szpital psychiatryczny, w którym ponad 30 lat mieszkał i tworzył gobelinista Maniuś Henel. Lubieżnik Maniuś z ogromną radością portretował obfite kształty i magiczne stwory, które widział w swoim schizofrenicznym świecie. Od razu mi się przypomniały obrazy z podobnymi stworami, ale ich autorzy są na wolności i może tak jest lepiej. Z Branic wyruszyliśmy do Kietrza na rowerach i po drodze widoki, spotkania z ludźmi i na koniec spółdzielnia Welur. Wszyscy w Kietrzu znają i rozpaczają z powodu upadku tej firmy. Kiedyś była w niej moc, a teraz nieprawdopodobna ruina, która jest tak zbudowana, że dynamit jej nie rozwali. Nasza wyprawa rowerowa zakończy się w Gorzowie Śląskim, a jej celem jest to, aby kandydat do Senatu, Jarosław Chołodecki poznał sie z mieszkańcami Opolszczyzny.
Więcej zdjęć i relacja z naszych działań na stronie:
http://cholodeckidosenatu.pl

piątek, 9 września 2011

Rowerowa ekskursja trwa...








Drugi dzień na rowerach przemierzamy Opolszczyznę i jest świetnie. Czuję się jak na wakacjach, dziennie około 45 km, dużo rozmów z ludźmi, piękne widoki. Zupełnie nie znałem tego rejonu, bliskość Czech, niemieckość niedawnych gospodarzy, a obecni w dużej mierze to przesiedleńcy, żyzne ziemie (z kija wetkniętego w ziemię coś się zawsze urodzi), to taki melanż, który mnie zupełnie zaskoczył. Ale nie czas na dywagacje, bo pora nocna, a zdjęcia trzeba dokładać.

środa, 7 września 2011

Jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę...

Wakacje!!!!!!!!!! Obijałem się całe lato, gdzieś na chwilę czasami wyjeżdżałem, ale mam poczucie nie bycia na wakacjach. I TERAZ JADĘ! Faceci na rowerach po Opolszczyźnie. Czy można sobie coś lepszego wyobrazić? Będziemy gadać z ludźmi, oglądać Polskę, jechać i być razem, no po prostu już nie mogę wytrzymać, cieszę się na maksa. No i zrobimy z Jarka senatora i już.
PS1. Piszę faceci, bo kobiety się nie zgłosiły, ale może jakaś dołączy? Byłoby fajnie.
P.S2. Nasze czwartkowe spotkania deliberacyjne przenoszą się w teren, ale jak ktoś będzie się chciał spotykać na Smolnej, to zapraszamy.

piątek, 2 września 2011

Zależy nam

Co może, a czego nie może senator - to pytania/problemy, które rozważaliśmy wczoraj. W skrócie zaczynamy od nazywania nonsensów, bo boli nas tyle rzeczy, że starczy na kilka kadencji. A ja wróciłem do swoich cyklistycznych zabaw.

czwartek, 1 września 2011

Simonides i Chołodecki na Smolnej




Jestem szczęściarzem, bo spotykam mądrych i prawych ludzi, którzy swoją postawą mówią, że warto być uczciwym. Pani profesor Dorota Simonides odwiedziła Jarka i Smolną, a ja robiłem zdjęcia i służyłem jako kierowca (obiecuję, że wysprzątam samochód) i jeszcze zjadłem śniadanie. To był 82-gi rok, kiedy sejm w stanie wojennym delegalizował Solidarność i pani profesor oraz kilkoro innych posłów powiedziało nie. Na sali sejmowej podczas całodniowego oczekiwania na głosowanie grożono, że może stać się krzywda jej dzieciom, a ona powiedzieła nie. I teraz pani profesor wspiera Jarka w staraniach o senatorski fotel i trudno sobie wymyślić lepszego sojusznika.