Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Maklakiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Maklakiewicz. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 kwietnia 2011
Niech żałują Ci, co wyszli za wcześnie.
Święto muzyki, które będzie 21go czerwca to był temat przewodni dzisiejszego spotkania. Toczylo się ono rytmem spokojnym, wręcz leniwym. Oczywiście, było kilka napomnień, że nie wszystko jest dokładnie zaplanowane, ale cóż........ Współtworzenia święta jawi mi się samo w sobie bardzo ważnym procesem. Działo się różnie. Przyplątał nam się Koreańczyk, później przyszła kobieta z Czarnogóry w poszukiwaniu koncertu i Joanna pięknie zagrała.
Etykiety:
Andrzej Jagodziński,
Joanna Maklakiewicz,
Swięto Muzyki
piątek, 4 marca 2011
Radość
To był piękny czas, osiem wieczorów pełnych muzyki w kościele sióstr Wizytek i w saloniku na Smolnej. W finałowy wieczór byłem tak zmęczony, że nie potrafiłem się cieszyć, a przecież zrobiliśmy znowu coś nieprawdopodobnego. Przeglądam zdjęcia i widzę radość na twarzach gości i uczestników. Życzenie zaśpiewane przez duet koreańsko-libański (być może pierwszy w historii muzyki), grali nam pianistki i organista, czy może być piękniej?
wtorek, 1 marca 2011
Klasycznie, romantycznie i
wzruszająco. Przemówienia i muzyka, było czym się wzruszać. Robert Grudzień zagrał dynamicznie, wydobył pełne brzmienie instrumentu. Co to się będzie działo, jak te organy wyreperują :). Joanna Maklakiewicz, nasza Joasia, dała taki koncert, że klękajcie narody. Wspaniały, trudny program. Sluchacze dostali to, na co tyle czekali. Zasłuchani, prawie nieoddychający, zgotowali artystce owację na stojąco i były kwiaty, całusy, łzy...
Reszta zdjęć, jak zwykle na picasie
środa, 23 lutego 2011
Ambona i szampan.
Siostra Wizytka się ze mnie trochę nabija, bo ogromnie mi się spodobała koncepcja mojego gadania z ambony. Oczywiście chciałbym przemawiać do słuchaczy z tej pięknej łodzi, która jest w kościele, ale to niemożliwe (ksiądz Seniuk podobno nie pozwala). Jarek zachorował i na mnie spadło prowadzenie koncertu i organizacja wszystkiego (całe szczęście, smolni koledzy wsparli). Lubię gadać, ale z ambony to jest inna jakość - lud słucha :). Fajne było to, że stroną muzyczną zajął się Andrzej Krusiewicz - facet zna się na rzeczy. Mnie trochę za bardzo niesie entuzjazm i zapominam czasami o ważnych sprawach, a później nie ma jak tego przekazać. Wymyśliłem sobie na koniec ogłoszenia kwartalne, bo przecież w pruszkowskim kościele na koniec mszy proboszcz zawsze wygłaszał ogłoszenia parafialne, a my mamy kwartał muzyczny, więc kwartalne. O muzyce nie ma co specjalnie gadać, było pięknie. Organy i fortepian, Rachoń i Wakarecy...
Po takim uniesieniu, ciężko iść spać od razu i dlatego nieliczne grono spotkało się na Smolnej. Jarek przegrał zakład i wypiliśmy szampana, który był "trofiejną" zdobyczą Joasi. Założyli się o to, czy NIFC pożyczy nam fortepian na którym pianiści mieli grać w kościele. Beznadziejnie entuzjastyczna wiara Jarka w to, że świat urzędniczy się zmienia, przegrała z Joanny znajomością urzędniczego życia. Całe szczęście, że są też urzędnicy, którzy wierzą w to, że można inaczej.
Jedliśmy chleb z serem i kiełbasą, piliśmy wino i była muzyka, bo jakżeby inaczej. Przyplątał się Bill z Ameryki, który okazał się być organistą, grał też Piotr, a później Paweł i Paweł z Joanną na cztery ręce. Nie spodziewałem się, że Liszt, takie rzeczy komponowal, jazda bez trzymanki.
Dzisiaj drugi ważny dzień. Grają artyści niewidomi.
Reszta zdjęć u mnie na picasie i na blogu:
http://www.chopin-u-wizytek.pl/Chopin_U_Wizytek/Blog_Dzien_po_dniu/Entries/2011/2/22_Entry_1.html
Po takim uniesieniu, ciężko iść spać od razu i dlatego nieliczne grono spotkało się na Smolnej. Jarek przegrał zakład i wypiliśmy szampana, który był "trofiejną" zdobyczą Joasi. Założyli się o to, czy NIFC pożyczy nam fortepian na którym pianiści mieli grać w kościele. Beznadziejnie entuzjastyczna wiara Jarka w to, że świat urzędniczy się zmienia, przegrała z Joanny znajomością urzędniczego życia. Całe szczęście, że są też urzędnicy, którzy wierzą w to, że można inaczej.
Jedliśmy chleb z serem i kiełbasą, piliśmy wino i była muzyka, bo jakżeby inaczej. Przyplątał się Bill z Ameryki, który okazał się być organistą, grał też Piotr, a później Paweł i Paweł z Joanną na cztery ręce. Nie spodziewałem się, że Liszt, takie rzeczy komponowal, jazda bez trzymanki.
Dzisiaj drugi ważny dzień. Grają artyści niewidomi.
Reszta zdjęć u mnie na picasie i na blogu:
http://www.chopin-u-wizytek.pl/Chopin_U_Wizytek/Blog_Dzien_po_dniu/Entries/2011/2/22_Entry_1.html
Etykiety:
Chopin,
Chopin z wizytą u Wizytek,
Joanna Maklakiewicz,
Paweł Wakarecy
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































