niedziela, 2 września 2012

Piękny półmetek


Daję sobie radę sama




















Koncerty, wystawy, teatry, performance, dzieje się tak dużo i wczoraj była połowa maratonu koncertowego i ćwierćwiecze Mercedes (ćwierćwiecze to dopiero brzmi, jakby miała co najmniej z dwieście lat:) i jeszcze tkane obrazy Kasi Małyszko. Dzień taki, że zrobiłem to, za co krzyczę na Mister Ejta - załączyłem dzisiaj dużo zdjęć, ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. Co tu dużo gadać, wszystko się udało świetnie i smakowicie. Nowe plany są co najmniej ekscytujące i na dokładkę dzisiaj ma być czytanie moich bajek i może to dobrze, że nie będę tego słyszał, bo pewnie z dumy bym pękł, bo woda sodowa do głowy już mi uderzyła.

sobota, 1 września 2012

Z artystą się lepiej nie umawiać






















Umówiłem się z skrzypkiem Nikolayem, że będzie zapowiadał swoje utwory i znowu się nie udało. Pięknie grał, ale słowa nie wydusił i może tak ma być. A później poszliśmy na Próżną szerzyć dobrą nowinę o naszych koncertach i odnieśliśmy prawdziwy sukces dystrybucyjny, bo wszystkie ulotki trafiły do ludzi chyba zainteresowanych. Najlepiej nam szło przy naleweczkach, śledziu i sałatce, bo siedzieliśmy przy stoliku i kolejka do lady dostawała nasze ulotki i wyczerpujące informacje. Magda opiekowała się psem i wogóle bylo nam fajnie.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Pender, Pies i na czym się da.











Zaczęliśmy od współczesnej muzyki, bo Wielecki i Penderecki, chociaż była też klasyka Ave Maria Gounoda w wykonaniu rodzeństwa Le Monnier.  Lubię patrzeć na grę instrumentalistów, Judith grała całą sobą, to piękne. Później czytanie Psa Asji Łamtiuginy. Śmieszna i smutna i czasami pobrzmiewająca wspomnieniami z mojego i chyba publiczności życia, bo przecież my też mieliśmy psa i z moim synem z garnka wyjadaliśmy serca, które były gotowane dla naszego jamnika. A na koniec dwuosobowy Gamid, który grał na czym się dało i zdechła mi bateria i koniec fotografowania. I co ważne, to dzisiaj w swoje ręce prowadzenie koncertu wzięli Amadeusz i Marcin i Monika po angielsku, a Mister Eight robi coraz lepsze zdjęcia.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Sztuka gadania







Z przyjaciółmi, znajomymi rozmawia nam się łatwo, ale do publiczności, żeby tak po prostu mówić, nie jest łatwo. Monika czyta szybko wiersz, w którym jest o autorze szybko piszącym ten wiersz. To ładna koincydencja i być może kiedyś przeczyta moją bajkę, ale chciałbym, żeby przeczytała ją wolniej. Mnie też trochę zżera trema (jak zżera, to powinno być bardzo, ale tak ładniej brzmi), ale lubię rozmawiać z publiką. Oni są przyjaźnie nastawieni i dlatego jest łatwiej, ale to wcale nie jest proste. Maciek, dzisiejsza gwiazda wieczoru, wspaniały akordeonista, dzielnie mówił co grać będzie i szybko zaczynał grać, bo granie na akordeonie jest łatwiejsze.