niedziela, 18 września 2011

Nieświadomość czasami jest lepsza

Gdybym wczoraj rano wiedział, że przejedziemy ponad 70 km, a dokladnie 72, to bym chyba zrezygnował, a tak w nieświadomości wielkiej się udało. Pan Kotyś, pokazując Kolonowskie pewnie z 10 dołożył i tak się naskładało.
Rajmund Ziaja, ojciec Beaty, dziadek Reni i Łukasza z Gąsiorowskiego

Jan Harmanowicz z Piotrówki


Paweł Kołodziej z Baruta

Mariola, Norbert i bratanek Kubuś z Żędowic

Huta Zawadzkie

Przecież jesteśmy młode chłopaki.

Dziewczyna na moście w Kolonowskiem, portret potrójny



Sąsiadka z Dobrodzienia
Wczorajszy dzień to Śląski Katyń. Rujnują mnie takie przeżycia i jeszcze opowieść o człowieku, którego zaszczuto, bo walczył o to miejsce. To frazes, że ludzie ludziom, ale musimy tam chodzić i mówić i płakać i mieć nadzieję, że się nie powtórzy. I spotkałem w Barucie Pana Pawła Kołodzieja, który miał wtedy kilka lat i powinienem do niego wrócić, żeby o tym pogadać.

sobota, 17 września 2011

Cierpienia młodego (ciągle:) fotografa















Aparat po prostu ma robić zdjęcia, a mój odmawia współpracy. Przyjeżdżamy do Otmic, młyn zaczęli Rallowie budować w 21szym (silnik zrobiony za Adolfa), a ja muszę robić Olkiem. Dobrze, że go mam (Jacku, dziękuję), ale pełna klatka i totalna manualność to jest to co potrzebuję. Tomek Jastrun odjechał do Warszawy, ale do popołudnia jeździł z nam Staszek Jałowiecki i Opolszczyzna zna i lubi swojego marszałka. Ludzie i widoki na naszej drodze są piękne. Jestem permanentnie pełen zachwytu nawet jak widzę fajansowe krasnale i stare podupadłe domy, ale jak widzę nowobogacki dom w stylu gargamelowym, to chcę zabić. A nocne rozmowy są naprawdę trudne.

piątek, 16 września 2011

jedziemy...









Dzisiaj dołączył do nas Staszek Jałowiecki i okazał się wytrawnym cyklistą. On jest taki jak Tomek Sikora w umawianiu się, tzn. jak się umawiasz na 9.00 to jesteś pod drzwiami o 8.55 i tyle. Nasza grupa w rannym wstawaniu nie jest mocna, a wręcz przeciwnie. Staszek jest nieprawdopodobnie miejscowy, wszyscy go znają, cenią i jeszcze opowiada dobre, śląskie kawały. Dzisiaj zaczęliśmy od Pomnika Czynu Powstańczego, który został zaprojektowany przez Xawerego Dunikowskiego i powstał w 1955 w miejscu mauzoleum z prochami niemieckich żołnierzy, którzy zginęli w III Powstaniu Śląskim, a amfiteatr na 30000 ludzi (albo więcej) zbudowali Niemcy w 1938. Tu się losy narodów plotą w sposób przeróżny i my jakoś w tym uczestniczymy myjąc tablice informacyjne. I jak zwykle kilka portretów i reszta u Jarka na stronie www.cholodeckidosenatu.pl

czwartek, 15 września 2011

Zawsze ku chwale.





Pomników w naszej ojczyźnie jest masa i lubimy je stawiać, a jak już stawiamy to muszą być fest. Oczywiście, nie my pierwsi stawialiśmy najprzeróżniejsze obeliski itd., ale jedziemy przecież drogami opolskimi i dlatego dzisiaj o polskich, choć nie tylko. W Strzelaczkach na podwórku sołtysa stoją dwaj gladiatorzy, postrzelani przez naszych sowieckich oswobodzicieli. Gladiatorzy przyjechali z Mosznej i będą restaurowani. Podobno dziury po kulach z pepeszy mają być zalepione i rzeźby będą jak nowe. Wolałbym, żeby te otwory pozostały i świadczyły o naszej historii. Chrystus na krzyżu to też pomnik i krzyży, kapliczek jest tu bardzo dużo. Mam duży sentyment do tych przydrożnych krzyży, większość jest jeszcze z czasów przedwojennych. Dwa pozostałe pomniki to Karlik i Karolinka w Gogolinie i powstaniec śląski w Zdzieszowicach. Kiedyś robiły dość specjalne wrażenie, teraz z pewnego dystansu co raz bardziej mi się podobają.

Pierwsza krew.

Dorota Malik z Dobrej.


Sabina Kaczmarek z Gogolina.



Magdalena Tokarska z Jasionej


Do ekipy dołączył wczoraj (a to 6ty dzień naszej rowerowej peregrynacji) Tomasz Jastrun i w Krapkowicach, zjeżdżając z góry i gadając z Radkiem Sikorskim, wywalił się. Krew się trochę lała, ale bez przesady i już bez przeszkód dotarliśmy do Góry Św. Anny. "Bez przeszkód" to trochę nieprawda, bo na naszej drodze wyrastają pomazane, dwujęzyczne tablice z nazwami miast, które czyścimy z graffitti i w rezultacie na postój wjechaliśmy już w nocy. Wczorajsza trasa to 55 km. z górską premią w finale, było ciężko, ale dojechaliśmy. Dzisiaj jeszcze trochę boli, ale już się nie da jechać pod górę, przynajmniej na początku :).

wtorek, 13 września 2011

Przerywanie chyba nie jest dobre.




Jakiś cymbał zostawił elektroniczne śmieci przy drodze.







Dzisiaj rowerowe nieróbstwo, przerwa w jeżdżeniu i jestem lekko przerażony. Boję się, że jutro nie będę mógł wyruszyć, bo wszystkie mięśnie i ścięgna odmówią współpracy, ale może się mylę, nie wiem... Droga Jarka do Senatu wczoraj pięła się ciągle pod górę, podejrzewam trochę Pawła, że specjalnie taką wybrał, ale z drugiej strony może to jakiś kryzys był? A całkiem poważnie, bez żartów, to był ponownie bardzo fajny dzień z pięknymi widokami i pięknymi ludźmi i pięknym konikiem, który stał się moją podobizną na fejsie i śladami niedzielnych dożynek.
Reszta zdjęć jest na stronie http://cholodeckidosenatu.pl